Zły mózg z kosmosu 

Evil Brain from Outer Space

reż. Koreyoshi Akasaka, Teruo Ishii

Japonia 1964 

W naturze Japończyków leży zemsta - i to zemsta krwawa. Bowiem, gdy w 1945 roku na kraj kwitnącej wiśni spuszczono bomby atomowe, było jasne, że zemsta nadejdzie w najbliższym czasie.

Nie było mowy o żadnym akcie zbrojnym, co wynikało z restrykcji powojennych. Na szczęście samurajowie mieli w rękach kinematografię. Na pierwszy ogień poszła przerośnięta jaszczurka nazwana Godzillą, która w szale niszczyła tak Tokio, jak i amerykańskie miasta (co ciekawe o tym potworze nakręcono więcej filmów niż o Bondzie!). Jednak to było nic w porównaniu z nuklearnym terrorem w postaci Złego Mózgu!

Ten produkt „filmopodobny”  to przerażająca próba nakręcenia filmu, co w efekcie daje obraz, który doczekał się szlachetnej pozycji numer jeden wśród najgorszych scenografii wszech czasów.

Czarno-biały obraz w stylu Power Rangers lat 60tych, aż kipi od zapierających dech w piersiach scen machania rękoma i nogami, nazwanymi przewrotnie „scenami walki”.

Owe sceny walki to popisy akrobatycznej odmiany karate, gdzie kilkunastu przeciwników dostaje łomot od jednego po czym albo wybuchają, albo uciekają pomimo przewagi liczebnej... Przysłowie Non Hercules contra plures nie ma tu zastosowania...

Dzielny bohater Starman - czyli zapięty w przyciasny trykot, baleron z wylewającym się tłuszczem i wyeksponowanymi genitaliami, lata, walczy z armią mutantów oraz co najgorsze w tym zestawie - rzuca teksty rodem z Familiady (fani Karola Strasburgera od razu odczują duchową więź z bohaterem).

W Złym Mózgu, możemy podziwiać amerykański dubbing, który dzięki tytanicznemu wysiłkowi lektora, podkładającego głosy wszystkim postaciom męskim(odpowiednio zniżając lub podnosząc tembr- tak by głos nie brzmiał identycznie) urozmaica obraz nędzy i rozpaczy.

W filmie od razu widać  kto jest zły a kto dobry. Źli oczywiście maja albo szramę na oku albo drapieżnego ptaka na ramieniu (!). Czasem dla odmiany zakładają  przyciasny kostium -oczywiście czarny, oraz demonicznym śmiechem po raz enty przypominają, ze to oni są „Źli”.

Starman oczywiście kolejno ich eliminuje, tak by międzygalaktyczny spisek mający na celu przejęcia władzy nad światem przez podległych Złemu Mózgowi mutantów spalił  na panewce.

Na szczególną uwagę  zasługują mutanty, które w zamyśle autorów miały budzić strach, jednak zamiast tego powodują bóle mięśni brzucha na skutek gwałtownego ataku śmiechu. Szczwane, nieźle uknuły strategie obronną....

Należy tez podziwiać  geniusz reżyserski, który pozwoli na przeżycie istnego deja vu. Otóż, w połowie filmu wydaje się nam, że już widzieliśmy te sceny. Ale to sprytny zabieg, który polegał na wklejeniu ujęć z początku, aby film był dłuższy.

Reakcje widowni na pokazie był zapewne inne niżby sobie autorzy tego życzyli, bo gromki śmiech niósł się daleko poza mury kina.

Film jest zły (jak tytuł  wskazuje), ale przez lata okrył się patyną „kultowości”. Dziś może śmieszyć jego nieporadność i tekturowo-lateksowe dekoracje (co ciekawe każdy zły stawia sobie za cel posiadanie domu z sekretnym przejściem do tajnej bazy Złych od Złego Mózgu) co w epoce Avatara, żenuje lecz i uświadamia jaka pomysłową bestią jest człowiek.

Proszę państwa, ten film jest praojcem Power Rangers i innych gniotów, którego na jego tle wypadają plastikowo.

Ja jednak wolę tekturę i paper mache, niż 3D i niebieskie ludziki. Zły Mózg bije współczesne obrazy na głowę, bo choć gatunkowo to SF, to jakościowo jest – nieświadomą - komedią.

I jeśli mocno zmrużymy oczy, to i nawet da się obejrzeć.

Na koniec jeszcze jedno - takie filmy miały duszę! Czego niestety we współczesnych komputerowych świecidełkach można ze świecą szukać.


Robert Bartoszek


Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--