Muzyka, taniec, energia – koncert Gorana Bregovića i The Wedding & Funeral Band w Sali Kongresowej


    22 maja br. na scenie Sali Kongresowej niezwykły, pełen energii i poruszających ciało i duszę rytmów koncert zagrali Goran Bregović i The Wedding & Funeral Band. Krzesła, fotele okazały się zbędne, gdyż już po kilku minutach występu publiczność zaczęła tańczyć w przejściach i pod sceną. Koncert z bogatym repertuarem zaśpiewanym w kilku językach potrwał z niezmienioną dynamiką prawie dwie i pół godziny.

 


Niedawno artysta wydał płytę „Champagne for Gypsies”, w której bałkańskie rytmy splatają się z cygańskimi, a towarzyszy im rockowe brzmienie. Podczas koncertu, który  odbył się w ramach „Alcohol tour”, zagranych zostało sporo utworów z tego albumu. Chyba dlatego już na samym początku trochę zaszumiało w głowie i większość publiczności poderwała się do tańca. Pierwszym utworem był „Gas Gas”, a ostatnim „Kalashnikov”. Bregović z kapelą weselno-pogrzebową stworzył nastrój przede wszystkim weselny, choć wykonali także kilka utworów spokojnych, nastrojowych, lirycznych. Oprócz utworów z najnowszej płyty jak np. „Presidente”, „Be that Man”, czy „Champagne for Gypsies”, posłuchać można było też tych z jego wcześniejszego dorobku, m.in. nagranych z Kayah jak „Prawy do lewego”, „100 lat młodej parze” czy „Śpij kochanie, śpij”. Wśród nastrojowych znalazła się m.in. „Ausencia” i „In the Death Car” (z filmu „Arizona Dream” Emira Kusturicy). Muzycy wykonali dwadzieścia kilka, prawie trzydzieści, utworów. Na bis była pieśń włoskich partyzantów „Bella Ciao”, a potem jeszcze nie jeden raz „Kalasznikov”.

Był to świetny, niezapomniany koncert, podczas którego nogi same rwały się do tańca, a gardła do śpiewania. Dało się odczuć coś w rodzaju pokrewieństwa słowiańskich dusz. Artyści mieli doskonały kontakt z publicznością. Goran Bregović zmieniał czasami język utworów i śpiewał tak jak publiczność – po polsku. Okazało się, że dobrze sobie z tym radzi, co wynika zapewne z podobieństwa naszej słowiańskiej mowy. Publiczność żywo reagowała na jego poczucie humoru oraz prośby. Zagrzewała więc muzyków do znanego utworu o karabinie krzycząc „do boju”, a w niektórych utworach śpiewała jako chórek. Goran Bregović emanował radością i wraz z muzykami pozytywną energią, która udzieliła się słuchającym i tańczącym. Wszyscy bawili się doskonale.

Tekst i foto: Ewa Balana

 

 



Kategoria: Recenzje muzyczne | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--