TROCHĘ  INNY  TEATR


LEGIA Warszawa  - LECH Poznań

1 czerwca 2014 r.

Pepsi Arena - Stadion Legii Warszawa


Nie samą wzniosłą kulturą żyje człowiek. Ważną rolę odgrywa również kultura fizyczna. W Warszawie utożsamiana jest ona głównie z piłką nożną. Kiedyś warszawskie drużyny zdobywały mistrzostwa Polski w siatkówce, koszykówce, lekkiej atletyce,  hokeju na lodzie, itd. !!!! Na stadionie Gwardii był / jest tor żużlowy!!!! No cóż, „Ostał ci się jeno sznur!”, a właściwie piłka nożna, chociaż wisielczy humor jest jak najbardziej na miejscu!

W niedzielę na stadionie Legii spotkały się dwie najlepsze drużyny w Polsce: Legia Warszawa i Lech Poznań. Wygrała Legia 2 : 0, a po meczu nastąpiło celebrowanie mistrzowskiego tytułu.

I na tym właściwie można zakończyć opis poziomu sportowego. Jednak wydarzenie to było bardzo ciekawe z innych powodów.

Już od bardzo dawna mecze piłkarskie, rozgrywane o różną stawkę wzbudzają niesłychane emocje i stawiają na baczność wszystkie służby porządkowe miasta, a  i tak często dezorganizują jego życie.

Tym razem też szykowały się ogromne emocje, chociaż jeżeli chodzi o kwestię mistrzostwa i drugiego miejsca, wszystko rozstrzygnęło się już wcześniej. Można by więc powiedzieć, że mecz toczył się o przysłowiową pietruszkę, ale nie między tymi drużynami!! Tu nikt, nigdy nie odstawia nogi, nie tylko na boisku ale jeżeli tylko nadarzy się okazja, na trybunach również.

Świadomi tego organizatorzy, zadbali w niedzielę o to, aby zniwelować możliwość konfrontacji grup ultrasów obydwu drużyn (czyli najbardziej fanatycznych kiboli – nie kibiców!!). Już daleko od stadionu widać było groźnie wyglądających policjantów, a im bliżej Łazienkowskiej, tym było ich więcej.

Ponieważ pogoda dopisała, więc stadion zapełnił się na długo przed rozpoczęciem meczu. W sumie było prawie 30 tysięcy kibiców, z czego jeden sektor przeznaczony był dla gości. Ze względów bezpieczeństwa, dodatkowo między nimi, a miejscowymi znajdował się sektor buforowy czyli pusty, w którym rozlokowały się siły porządkowe.

Trzeba przyznać, że być może z powodu tych środków bezpieczeństwa, być może ze wspomnianego wyżej powodu, że mecz nie toczył się o żadną stawkę (oczywiście oprócz honoru i chęci udowodnienia swojej wyższości nad przeciwnikiem), ale tym razem obyło się bez chuligańskich ekscesów. Tzn. precyzyjniej, dawka pieśni i skandowanych okrzyków (nie koniecznie nadających się do powtarzania przy nieletnich), nie przekraczała granic,  zwyczajowo (niestety) panujących na naszych stadionach. Oficjalne dane policji, dotyczące interwencji pomeczowych, też nie są porażające.

Oddzielone od siebie, obydwie grupy ultrasów (w przypadku Legii – słynna „Żyleta”), toczyły więc pojedynek na śpiewy, okrzyki, gwizdy i tzw. oprawę.

Legioniści przygotowali olbrzymich rozmiarów, teatralną dekorację, nawiązującą do „Hołdu Pruskiego”, ukazującą przedstawicieli wszystkich klubów ekstraklasy klęczących i oddających hołd królowi – oczywiście w barwach Legii. Były też zabronione race, ale tym razem sędzia oprócz przerwania meczu w oczekiwaniu na rozwianie się dymu, nie wyciągnął chyba dalszych konsekwencji.

Okazało się że poznaniacy też przygotowali swoją „sektorówkę”, czyli wymalowany materiał zakrywający cały sektor. I w tym przypadku nie obyło się beż flar, rac i dymów.

Trzeba przyznać, że gdyby nie  niepotrzebnie wywrzaskiwane obelgi, ta „wymiana uprzejmości” była bardzo malownicza i wręcz fascynująca.

Ponieważ wygrała Legia, więc młodzi i średnio młodzi kibice nie posiadali się ze szczęścia i tylko ci troszkę starsi, pamiętający inną Legię, wzdychali, że „to już nie to!”. I to właśnie oni oblegali legendarnego Lucjana Brychczego, który na zadane przez jednego z kibiców pytanie: „którego z dzisiejszych mistrzów widziałby w drużynie dawnej Legii?”, po chwili milczenia, uśmiechnął się i powiedział: „ No...[padło jedno nazwisko]”, na pytanie uściślające: „a Duszan Kuciak?”, szybko odparł: „No, tak! Oczywiście! Kuciak, oczywiście tak! Ale mówiłem o tych z pola!

I tą konstatacją, z którą trudno nie zgodzić się kończę opis tego „trochę większego teatru - live”, dodając od siebie, że taki potencjalny szczęśliwiec, po podróży w wehikule czasu, musiałby rywalizować z: Władysławem Grotyńskim, Władysławem Stachurskim, Andrzejem Zygmuntem, Jackiem Gmochem, Bernardem Blautem, Leszkiem Ćmikiewiczem, Kazimierzem Deyną, Robertem Gadochą, Janem Pieszko, Januszem Żmijewskim i jeszcze wielu innymi piłkarzami, nie mówiąc już o samym Lucjanie Brychczym!!!!

Jakoś nie widzę ani chętnych, ani odważnych! Niestety!!     

W sumie impreza była bardzo udana i ogromnie budujący jest fakt obecności na meczu bardzo wielu całych rodzin, albo wręcz mam z synami i córkami. Widoczny procent stanowiły też same panie ( w różnym wieku), kibicujące bądź w pojedynkę, bądź w gronie kilku koleżanek.

Może doczekamy się czasów, że rodzina chcąca obejrzeć mecz piłkarski na stadionie, nie będzie musiała wynajmować wozu pancernego?! Wszystko na to wskazuje. I to jest bardzo pozytywny aspekt tego wieczoru, bo o poziomie sportowym pojedynku mistrza z vice mistrzem Polski, było już parę akapitów wcześniej.


TEKST + FOTO: Krzysztof Stopczyk    

 

 

 

 

 



Kategoria: Aktualności | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:
LECH Poznań Legia Warszawa



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--