UNITED  SOLO  EUROPE  FESTIWAL

Teatr SYRENA – 27 / 31 maja 2014 r., godz. 20:00


LynnMarie Rink - Wrap Your Heart Around It  (Stany Zjednoczone)

27 maja 2014 WTOREK

Pierwszy wieczór United Solo Europe Festiwal miał bardzo napięty program: jako pierwszy na scenie pojawił się dyr. Artystyczny Teatru Syrena Wojciech Malajkat i powitał zgromadzonych gości, używając bardzo trafnego określenia, że z ogromną satysfakcją może zapowiedzieć to święto spektakli monodramatycznych i zaprosił na scenę dyrektora artystycznego Festiwalu, Omara Sangare.  Pan Dyrektor opowiedział pokrótce historię zarówno nowojorskiego United Solo Festiwal jak i jego europejskiej edycji. Była to krótkie ale emocjonalne wystąpienie, ponieważ dyr. Sangare zdradził, iż wiele lat temu ukończył warszawską Akademię Teatralną, a jego mistrzami byli m. in. Tadeusz Łomnicki, czy Zbigniew Zapasiewicz, więc po pierwsze doskonale wie jak trudne są do zagrania monodramy, a po wtóre cieszy się, że może te najlepsze światowe produkcje zaprezentować właśnie w Warszawie. Dodatkowym powodem do zadowolenia i dumy dla pana Dyrektora był fakt, że udało mu się namówić jedną z najlepszych na świecie anglojęzycznych aktorek dramatycznych Fionę Shaw, do wygłoszenia krótkiej prelekcji na temat specyfiki spektakli solo.

 


Zaraz po tej zapowiedzi, na scenie pojawiła się, witana gromkimi brawami Fiona Shaw. Jej 15 / 20 min. prelekcja połączona z pokazami, wprowadziła widownię na wyżyny kunsztu aktorskiego. Fiona opowiedziała kilka historii związanych z jej pracą przy kolejnych monodramach, które były ilustracją do ogólnych reguł, którym podlegają (a w każdym razie powinni podlegać) twórcy i odtwórcy, tego jednego z najtrudniejszych rodzajów sztuk teatralnych.  A opowieść o płaszczce ilustrowana odpowiednią grą ciałem, wzbudziła zachwyt widowni. Wspomniała o różnicy w pracy przed kamerą i na deskach teatralnych. Szkoda, że obecność Fiony Shaw na scenie trwała tak krótko!

No i przyszedł czas na pierwszy spektakl 2-giej edycji United Solo Europe Festiwal. Pięciokrotnie nominowana do nagrody Grammy, amerykańska aktorka i wokalistka – LynnMarie Rink – wystąpiła w swoim monodramie Wrap Your Heart Around It.

Okazało się, że widzów czeka spore zaskoczenie. Na początku spektaklu aktorka prezentuje się jako wesoła, pogodna, amerykańska dziewczyna, trochę kowbojka z akordeonem, trochę sympatyczna  „dziewczyna z sąsiedztwa”. Radośnie opowiada historię swojej rodziny, która dwa pokolenia wcześniej przyjechała do Ameryki ze słowiańskiej części Europy. Śpiewa na scenie wesołe piosenki, do czego wciąga publiczność. Ta sielanka niepostrzeżenie zmienia się w jeden z najbardziej przejmujących spektakli jaki widziałem. Są w nim opowiedziane właściwie wszystkie nieszczęścia, które mogą spotkać człowieka w czasie jego życia. I to od najmłodszych lat. Tak pokrótce: ojciec alkoholik terroryzujący rodzinę, mama umierająca na raka, jeden brat kaleka po bardzo ciężkim wypadku, który tylko cudem przeżył, drugi uzależniony od narkotyków, siostra która zachodzi w niechcianą ciążę i jest zmuszona przez własnych rodziców oddać dziecko do adopcji, dwa poronienia głównej bohaterki, a przy trzeciej, długo oczekiwanej  ciąży okazuje się, że dziecko urodzi się z zespołem Downa. To tylko niektóre z traumatycznych doświadczeń, które przeżywała bohaterka sztuki.

LynnMarie Rink była po prostu fantastyczna. Przejmująca w swoim bólu i absolutnie prawdziwa w opisie prowadzonej przez całe swoje życie heroicznej walki, o to żeby najpierw nie zwariować, a później zapewnić swojemu synowi godne życie. Nie sposób opisać jej zachowań na scenie. Początkowe rozbawienie publiczności stopniowo cichło, a spektakl coraz bardziej wciskał widzów w fotele. Jednak to, co było najbardziej niesamowite tego wieczoru, zostało ujawnione dopiero na sam koniec.

W pewnym momencie publiczność orientuje się, że LynnMarie Rink przedstawia swój własny, PRAWDZIWY życiorys. To wszystko o czym mówiła ze sceny, zdarzyło się naprawdę i te wszystkie nieszczęścia dotknęły ją w realnym życiu.

W takiej sytuacji żadna ocena „gry aktorskiej” nie wchodzi w rachubę! Bycie tego wieczoru na widowni Teatru Syrena, zbliżone było bardziej do uczestnictwa w akcie katharsis.

Jednak – paradoksalnie – ogólna wymowa tego monodramu, nie jest wg mnie, traumatyczna. Wprost przeciwnie. Chęć życia; godnego życia i na ile to możliwe, pogodnego życia, jaką emanowała ze sceny LynnMarie Rink podsuwa, może troszkę przewrotną myśl, aby zachęcić wiele organizacji społecznych zajmujących się chorymi dziećmi (m. in. z Zespołem Downa), do obejrzenia tego monodramu! Oczywiście, „na żywo” jest to nie wykonalne, ale nie trzeba długo szukać w Internecie, aby znaleźć jego rejestrację. A na prawdę warto zobaczyć walkę matki o swoje chore dziecko. I to matki, która w swoim całym życiu miała aż nadmiar traumatycznych zdarzeń i sytuacji. A mimo to zachowała pogodę ducha!! Nieprawdopodobne!!

Warto też wsłuchać się w tekst i zapamiętać wiele prawd wypowiadanych przez LynnMarie Rink. Jak np. to jej wspomnienie z dzieciństwa, kiedy mama z tatą wracali późno w nocy z imprez i mama zawsze miała w torebce kawałek zawiniętego w serwetkę tortu. LynnMarie nazywała to „tortem serwetkowym” i w życiu dorosłym wspominała jego smak podkreślając równocześnie, że najważniejszy dla niej był fakt, że mama pamiętała o niej i specjalnie dla niej przyniosła tę słodkość. Taki oczywistych prawd jest w tym spektaklu wiele, ale niestety są one bardzo często zapominane w życiu.

Znakomity, wstrząsający spektakl.  


TEKST: Krzysztof Stopczyk

FOTO: materiały prasowe Teatru Syrena


Kategoria: Recenzje spektakli | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--