Tak blisko, a tak daleko


W ostatnim czasie film dokumentalny przeżywa istny bum na produkcje o charakterze muzycznym. Krótkie produkcje o konkretnym artyście czy zespole powoli zastępowane są pełnowymiarowymi analizami danej twórczości. Dzięki temu mamy do czynienia nie tylko ze sztampowymi sprawozdaniami, ale również z tytułami z w pełni zaplanowaną konwencją przypominającą trochę zabiegi rodem z dzieł fabularnych. Zwłaszcza zauważalne jest to wśród kinematografii amerykańskiej. Bezpośredni wpływ na to miało dołączenie do oscarowego wyścigu kategorii Najlepszy dokument. Rok temu wygrała historia Sugar Mana, w tym  triumfował inny obraz o tematyce muzycznej - „O krok od sławy”.


Morgan Neville przedstawia historię pokolenia afroamerykańskich piosenkarek, których głosy są dla wielu ludzi elementem towarzyszącym przez całe życie, jednak ich nazwiska w większości nikomu nic nie powiedzą. Pytanie dlaczego? Odpowiedź jest dość prosta: wokalistki wywodzą się jeszcze z epoki, gdy kwintesencją muzyki nie były wybryki pozasceniczne czy też tylko jeden wyjątkowy głos. Wtedy najważniejsza była aranżacja, której niezbędnym elementem były chórki. One właśnie wielokrotnie stawały się ozdobą wielu niezapomnianych piosenek. Bez względu na to o jakim gatunku byśmy rozmawiali.


Wielką zaletą tego nagrodzonego przez akademię tytułu jest nagromadzenie doskonałych archiwaliów. Przez ich odpowiednie skadrowanie idealnie zauważalne są bohaterki dokumentu za czasów ich świetności. Pozwala to dokładniej zapamiętać, które kultowe numery były przez nie wykonywane, co nie jest wcale takie oczywiste, gdy jednocześnie na scenie możemy dostrzec gwiazdy pokroju  Raya Charlesa, Micka Jaggera czy Stinga. Jednak omawiane materiały z przeszłości nie ograniczają się wyłącznie do nagrań piosenek, pojawiają się także zdjęcia czy okładki singli. Na szczęście ten zbiór nie został zaprezentowany w sposób sztampowy. Przeplata się z aktualnie przeprowadzonymi wywiadami z samymi chórzystkami, jak i z artystami z absolutnego topu. Choć ma to na celu opowiedzieć o specyfice tego konkretnego zawodu i życiu wybranej grupy osób, to w tle można dostrzec jeszcze jeden temat. Film ukazuje bowiem w bardzo rzeczowy sposób ewolucję backroundu na rynku muzycznym: zmiany w specyfice nagrań płyt pod względem pracy studyjnej, ale także wyborów aranżacji. Po poznaniu tych faktów łatwiej zrozumieć zmiany, do których musiała się dostosować każda z przedstawionych kobiet.


Takie nagromadzenie informacji w jednym tworze wymagało ponadprzeciętnej koncepcji. I takiej właśnie się doczekaliśmy. Reżyser konsekwentnie wyprowadza każdą postać z tego samego punktu - artysty na początku swojej drogi. Jest to tym bardziej istotne, gdy nadmienimy, że ostateczne losy każdej z bohaterek są wyraźnie zróżnicowane. Przez to po części każdą wokalistkę wyrywa z annałów muzycznego elementarza i opowiada o nich jako o ludziach wywodzących się z podobnych miejsc, ze wspólną pasją i marzeniami, które zweryfikować ma samo życie. Świetnym uzupełnieniem dla nich staje się wprowadzenie do filmu młodej chórzystki Michaela Jacksona. Miała być pierwszym jego głosem wspomagającym podczas niedoszłej trasy koncertowej, która miała potwierdzić, że powtarzany slogan – Król Popu jest tylko jeden – jest zgodny z rzeczywistością.

Jedynym zarzutem w całym montażu jest za częste zestawianie fragmentów przeciwstawnych emocjonalnie. W pewnym momentach stopniowanie napięcia jest bez zastrzeżeń, ale w środkowej części filmu rotacja pesymizmu z optymizmem powoduje delikatne znużenie.


W Polsce dystrybucja dokumentów tak naprawdę dopiero raczkuje. Przez to „O krok od sławy” można było dotychczas zobaczyć na razie tylko podczas ubiegłorocznego Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Jednak dzięki zdobytym nagrodom produkcja została dostrzeżona na światowym rynku i trafi na polskie ekrany 20. czerwca. Pozwoli to porównać ten tytuł, z tak przychylnie przyjętym w naszym kraju ubiegłorocznym laureatem Oscara za najlepszy film dokumentalny. Choć każdy sam oceni, który z obrazów jest ciekawszy, to głosy takich perełek jak Gimme Shelter, Darlene Love czy Lisa Fischer biją na głowę  jakością wykonania popularnego Sugar Mana.

 

Tekst: Adam Berlik

foto: materiały prasowe





Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--