Kuriozum w Berlinie: lepszy nie wygrywa?

Niedawno za sprawą Wiosny Filmów fani kina mogli tuż po europejskich premierach zobaczyć „Drogę krzyżową” Dietricha Bruggemanna i „Czarny węgiel, kruchy lód” Yinan Diao. Pierwszy nagrodzony Srebrnym, a drugi Złotym Niedźwiedziem na niedawnym Berlinale. Zestawienie obu tytułów doprowadziło do nieciekawych wniosków względem tego, co tak naprawdę decyduje o zwycięstwie w czasie imprez filmowych. Choć chińska produkcja jest wykonana na zadowalającym poziomie, to trudno uciec od przekonania, że to nie ona powinna otrzymać tytuł Grand Prix.


Laureat głównej festiwalowej nagrody przedstawia historię emerytowanego policjanta. Przez swoje problemy z alkoholem został zmuszony do odejścia z pracy, jednak jedna sprawa jeszcze z czasów jego służby wraca niczym bumerang. Mimo nowego zajęcia postanawia sam także rozpocząć prywatne dochodzenie. O swoich ustaleniach systematycznie informuje dawnych kumpli po fachu. W międzyczasie zakochuje się w kobiecie, która jest uwikłana w całą sprawę. Celem poszukiwań jest ustalenie osobowości seryjnego zabójcy. W nieznany sposób kroi on swoje ofiary na kawałki i rozwozi między różnymi punktami w kraju. Zgodnie z wieloma pojawiającymi się interpretacjami można stwierdzić, że chiński film posiada w sobie coś z nurtu noir. Liczne cienie, śledztwo, stopniowanie atmosfery - to na pewno atuty obrazu Diao. Jednak wyszukiwanie odnośników do klasyków tego gatunku wydaje się być błędem. Nadinterpretacją nie mającą nic wspólnego z rzeczywistością. Jeśli kierować się w dalszym ciągu takimi wytycznymi, to trzeba zwrócić uwagę na niepasującą do całości warstwę humorystyczną. Zwykle w filmach z zagadką w tle, zwłaszcza w tym z lat 60. minionego wieku, była ona umiejscowiona w specyfice głównego bohatera lub jego dowcipie. W tym przypadku jednak uśmiech budzą sceny, które wręcz – zupełnie niezasadnie - mają charakter parodystyczny.


Z kolei niemiecka propozycja to głęboko zakleszczona w tematyce religijnej opowieść o czternastoletniej Marii - pozornie przeciętnej dziewczynce mierzącej się z normalnymi problemami. Jednak wychowuje się w rodzinie, która surowo przestrzega zasad katolicyzmu. Wzór do naśladowania stanowi dla niej matka ślepo zapatrzona w ideały wiary. Przez to od swojego dziecka oczekuje całkowitego posłuszeństwa. Zajmująca się domem kobieta sprowadza często swoje religijne przemyślenia do absurdu, przez co aspekt wiary w rodzinie staje się najważniejszym, wręcz katorżniczym wyznacznikiem. Prowadzi to do tego, że Maria mimo pokus codzienności, zaczyna opatrznie rozumieć całość przykazań bożych. Cały film zostaje podzielony na stacje, niczym tytułowa droga krzyżowa. Pierwsza z nich wskazywałaby, że dzieło Bruggemanna będzie bardzo patetyczne. Nic bardziej mylnego. Po prostu początkowa rozmowa na temat dekalogu odnajduje sens względem zastosowanej kolejności zdarzeń. Pozwala na stopniowe zrozumienie reakcji dziewczynki, ale również zaobserwowania rodzinnych schematów na to wpływających. Taka wnikliwość dokumentuje, że nie jest to tylko religijna dysputa na temat zasadności przepisów wynikających z wyboru danej wiary, ale przede wszystkim to tytuł ukazujący jak presja rodzica połączona z chęcią realizacji jego celów przez dziecko może wpłynąć na losy całej rodziny.

 



Jakkolwiek to zupełnie inne obrazy, to pod każdym względem „Droga krzyżowa” przewyższa „Czarny węgiel, kruchy lód”. Jeśli byśmy mieli  udać się w podróż za poszukiwaniem wniosku, który miałby zadecydować o zwycięstwie tego drugiego (poza przytoczonym we wstępnie aspektu politycznego) mógłby być nim fakt, że jury chciało wybrać film bardziej rozrywkowy. Jednak ten argument także pozostałby iluzoryczny, gdyż drugie dzieło nagrodzone w tym roku Srebrnym Niedźwiedziem „Grand Budapest Hotel” (recenzja znajduje się także na naszym portal – przyp.red.) pod tym względem bije innych kandydatów na głowę. W kuluarach faworytem było z kolei inne dzieło, o którym z przekonaniem, ale pewnie także dozą skromności, Dietrich Bruggemann mówi: „Według mnie bezsprzecznie powinien wygrać „Boyhood” Richarda Liklatera!”. Niestety, pozostały to czcze marzenia. Nie bójmy się tego napisać, tym razem w Berlinie polityka wygrała ze sztuką.

 

Tekst: Adam Berlik

foto: materiały prasowe


Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--