Medialna mitologia chuligana


Po złotych latach 70. i 80. przez długi czas panowała w Polsce wielka pustka w spektrum wydawniczym dotyczącym literatury sportowej. Na świecie ta tematyka biła kolejne kasowe rekordy, podczas gdy u nas nawet pojedyncze tytuły były rzadkością. Jednak od jakiegoś czasu nie dość, że pojawiają się książki polskich autorów, to systematycznie przybywa kolejnych tłumaczeń zagranicznych bestsellerów. Wśród nich także te dotyczące wciąż żywego i kontrowersyjnego tematu kibiców z klasy robotniczej, uznawanych powszechnie za chuliganów. Wśród nich są „Niesforne lata 90.”autorstwa Martina Kinga i Martina Knighta.


Powiedzieć, że to książka o kibolach i ich wybrykach, to jakby nic nie powiedzieć. Dzieło angielskiego duetu to rodzaj pamiętnika dotyczącego przemian społecznych w Anglii z punktu widzenia kibica piłki nożnej. Fakt, w skład całości wchodzą opowieści o bójkach między fanami zwaśnionych klubów, ale nie zawsze można nazwać to relacjami z pierwszego frontu. To raczej opowieść byłego stadionowego walczaka, który obecnie jest czujnym obserwatorem ewolucji sytuacji na piłkarskich arenach. Ściśle powiązane jest to z polityką w Wielkiej Brytanii oraz represjami nałożonymi na osoby powiązane z okołosportowymi rozróbami.

Na początku warto nadmienić, że autorzy nie próbują zaprzeczać istnieniu grupy zwanej chuliganami. Z perspektywy własnych doświadczeń chcą tylko zdemaskować fakt politycznej propagandy, która pokazuje w jak genialny sposób państwo poradziło sobie z problemem. Krok po kroku udowadniają, jak medialny przekaz przekłamuje rzeczywisty stan dotyczący sytuacji kibiców. King snuje tezę, że tak naprawdę najbardziej zagorzali kibice są po prostu w stanie uśpienia. Liczne prawne zakazy i ciągła inwigilacja doprowadziły do tego, że legendarne grupy powiązane z klubami piłkarskimi nadal istnieją, ale zostały zmuszone do przejścia do podziemia.

Powiązany z tym wszystkim jest także fakt komercjalizacji piłki nożnej. Patrzymy na to z perspektywy wieloletniego bywalca stadionów. Zaznacza on wielokrotnie, że na większość meczów może sobie pozwolić na drogie bilety tylko dzięki dobrze płatnej pracy. Mimo to na niektóre spotkania nie chodzi w ogóle ze względu właśnie na horrendalne ceny, podkreślając jednocześnie fakt, że wielu stałych stadionowych bywalców, w tym również jego przyjaciele, w części zamienili krzesełko stadionowe na wygodny fotel przed telewizorem. Głównie właśnie z powodów finansowych. Pojedyncze wyjście na mecz urosło do takich kosztów, że stało się dla wielu nieosiągalne. Przez to na trybunach najlepszych drużyn często widzimy turystów, a nie fanów z krwi i kości. Ta sytuacja w pełni pokazuje, że obecnie klub sportowy to nic innego, jak biznes, przez co poszanowanie tradycji staje w hierarchii prezesów na dalekim miejscu. Chęć zarobku jest także pokazana u innych kibiców, którzy często braciom po szalu odsprzedają wejściówki z ogromnym zyskiem. Oczywiście chodzi w tym przypadku o tzw. koników.

Autorzy także - a może (w przypadku ludzi bezgranicznie wierzącym telewizyjnym przekazom) przede wszystkim – obalają liczne mity dotyczące kibiców. Potwierdzone na różnych przykładach, do tego uargumentowane za pomocą dosadnego, acz kunsztownego języka poglądy powodują, że na wielu opiniach osób postronnych, niezwiązanych w ogóle ze środowiskiem kibicowskim, trzeba postawić przysłowiowy krzyżyk. Najważniejsze z nich to oczywiście te dotyczące rasizmu oraz bójek. Kibice systematycznie są utożsamiani z dyskryminacją ze względu na kolor skóry, a kluby obarczane za to karami finansowymi. Jednak obaj Martinowie pokazują jak takie poglądy są pełne hipokryzji u ludzi z potencjalnie wysoką inteligencją. Gdy czarnoskóry piłkarz jest wygwizdywany i wyzywany od „murzynów”, czy to już rasizm? Nikt nie weźmie w tym przypadku pod uwagę, że wśród śpiewających są często ludzi o takiej samej karnacji. Nie zauważy także, że inni zawodnicy też dostają za swoje w przypadku gorszej gry. Wtedy są używane inne określenia, które po prostu zdenerwują daną personę. Jednym z nich jest na przykład „tłuścioch”. Czy zatem za to również należą się jakieś sankcje? W większości to po prostu gra między trybunami, a murawą. Aspekt bójek został za to wyjaśniony na prostej zasadzie: większość ekip zna się nawzajem i tylko między tymi grupami dochodzi do bezpośrednich starć. Dodatkowo zaznaczone jest, że w każdej grupie są osoby nieobliczalne. One nie przestrzegają żadnych reguł, ale przy takim człowieku nie można stawiać znaku równości z kibicem, bo w każdej społeczności występują tacy osobnicy. Choć żyjemy w XXI wieku, to przykra prawda jest taka, że w ekstremalnych przypadkach nieprzyjemności mogą spotkać każdego z byle błahego powodu.

Temat kibiców czy też kiboli, był przez długi czas w Polsce na świeczniku. Teraz nagle zniknął ze względu na zbliżające się wybory. Szkoda, że taki tytuł jak „Niesforne lata 90.” , uznawany także za drugą część „Hoolifana”, nie jest u nas w kraju lepiej rozpromowany. Przydałoby się to zwłaszcza w aspekcie obalenia powtarzanego sloganu „na zachodzie sobie z nimi poradzili”. U nas ze wszystkich kibiców uczyniło się zwierzęta, zapominając jednocześnie nie tylko o tym, jak wielki przekrój ludzi chodzi na tak wielkie imprezy masowe, jakimi są mecze piłkarskie, ale przede wszystkim o wielu pozytywnych działaniach przez nich prowadzonych. Cóż, ale nie można się dziwić, skoro dobre informacje tak dobrze się nie sprzedają, a temat zastępczy dla polityków zawsze się przyda.



Kategoria: Recenzje książek | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--