Magia Beatlesów w Sali Kongresowej 

      Tegoroczny wieczór Walentynkowy można było spędzić w świetnie przygotowanych na tę okazję  restauracjach, na romantycznych komediach w kinach, nie spędzać  w ogóle albo tak jak to zrobiło prawie dwa i pół tysiąca warszawiaków zobaczyć wyjątkowy koncert w Sali Kongresowej.

       Fantastyczna czwórka z Liverpoolu, mimo, że istniała tylko 10 lat, nagrała 13 albumów studyjnych i niezliczoną ilość hitów, które będą ikonami muzyki rozrywkowej już do końca świata. The Magic of the Beatles to grupa czterech brytyjczyków wykonujących kawałki Beatlesów. Przed godziną 19 można było zauważyć niepewność na twarzach widzów oczekujących na koncert. W przypadku cover bandów niepokój jest uzasadniony, gdyż  trudno dobrze „zagrać” gwiazdę  (znane przypadki podrabiania króla Elvisa, czy Astralian Pink Floyd mówią same za siebie), zwłaszcza takiego formatu jak Beatlesi.  Zagrać tak żeby prawdziwi fani nie czuli, że szarga się  ich świętość. Sytuację nieco uspokoił konferansjer, zapewniając, że The Magic of the Beatles to band ceniony i uwielbiany i zapraszany przez wielu światowych celebrytów.

Chłopcy wyskoczyli na scenę, sięgnęli po instrumenty (sprawnie imitujące prawdziwe beatlesowskie) i już  było jasne, że będzie dobrze. Wszystkie hity i mniej znane szerokiej publiczności numery grane były w kolejności chronologicznej, co było dobrym pomysłem, gdyż dało ciekawy obraz muzycznej ewolucji zespołu. Cztery razy zmieniali stroje, na te z najbardziej charakterystycznych momentów istnienia zespołu. I tak rozpoczęli pod klasycznym krawatem, rodem z początku lat 60 – tych. W kolejnej odsłonie odziani byli w beżowe marynarki z czasów Hard Day Night i Ticket to Ride. Po przerwie Beatlesów zobaczyliśmy w jedwabnych mundurach. Natomiast w ostatniej części charakterystyczny był tylko John Lenon w białej marynarce w długich włosach, ze schyłkowego okresu istnienia bandu. Nie można zespołowi  w zasadzie niczego zarzucić  gdyż bił od nich pełen profesjonalizm, zarówno pod względem przygotowania muzycznego jak i utożsamienia się ze swoimi postaciami. Sala Kongresowa niemalże płonęła. Przy odrobinie wyobraźni The Magic of the Beateles potrafili przenieść bez problemu w czasy autentycznych „fab four”. Na bis zagrali Yellow Submarine, jedyny pominięty w głównej części koncertu przebój.

Zdecydowanie propozycja Sali kongresowej mogła być uznana za najlepszą ofertę spędzenia niedzielnego wieczoru.

Tekst: Irmina Kalotka

Foto: Ewa Balana



fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe





Kategoria: Recenzje muzyczne | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--