5  URODZINY  CLOUDMINE

BAL  MASKOWY

31 stycznia 2014 r.

Teatr STUDIO


Pomieszanie pojęć, czyli o skutkach niedouczenia i braku profesjonalizmu. Rozważania dydaktyczne.

 


Zdumiewające jest to wzajemne przenikanie się realnego świata, z tym  wyobrażonym, wyśnionym, bądź z klasycznym „matrixem”, czyli całkowicie wirtualnym, nie mającym nic wspólnego z „realem”.

W ostatni, karnawałowy piątek stycznia, w Teatrze STUDIO odbył się szumnie zapowiadany i całkiem sprawnie reklamowany w mediach Bal Maskowy z okazji 5 lecia istnienia INTERNETOWEGO sklepu modowego Cloudmine. We wszystkich anonsach i na zaproszeniach / biletach podkreślano, iż obowiązkowe są stroje wieczorowe i maski (te,  zapewniali organizatorzy).

Do tego momentu – czyli w „matrixie”  – jest miło, optymistycznie  i profesjonalnie. Dla przypomnienia:

Miejsce akcji: Teatr STUDIO – jak wszędzie podkreślano – zabawa na dwóch poziomach.

Czas akcji: Od godz. 21:00. Ta pora miała dać czas organizatorom na przygotowanie wszystkiego na tip top.

Na początku – powitalna lampka wina.

No to łyknijmy pastylkę (uspokajającą) i przejdźmy do „realu”.

O godz. 21:00 bardzo sympatyczna ochrona przy wejściu, owszem wpuszcza do środka ale nic nie wie o programie, maskach, lampce wina. Po raz pierwszy pojawia się zdanie o „Pani Organizator”. Panowie ochroniarze kierują do szatni i życzą dobrej zabawy.

W foyer Teatru panuje malowniczy rozgardiasz, jak w mrowisku: pełno osób nosi jakieś kartony z zaprowiantowaniem, butelkami, ogromne wory z lodem, zwoje kabli, sprzęt grający, nagłaśniający i oświetlający. Wszyscy bardzo zaaferowani, jak to zwykle bywa z ekipami PRZYGOTOWUJĄCYMI spektakl / koncert / imprezę / event / itp. Wstęp na górę zagrodzony przez ciężkie liny, pamiętające jeszcze czasy Dyrektora Józefa Szajny. Estetyczne - ale samym swym dostojnym wyglądem skutecznie wybijają z głowy chęć wejścia wyżej. Olśnienie!! Jesteśmy przecież w darze od narodu radzieckiego, a  więc: „zakryto na zimu!”.

Ale na razie szatnia. Płatna!!!! To nic, że wykupiło się bilet wstępu, że nikt nie uprzedzał o takiej siurpryzie, że nie ma konstytucyjnego obowiązku noszenie przy sobie monet, bo w dzisiejszych czasach większość  płatności dokonuje się kartą płatniczą. I znowu: miłe i sympatyczne panie w szatni walczą jak lwice twierdząc, że to:  „ich praca i nic ich nie obchodzi! I nie przyjmą ubrań i butów na zmianę”.  Odsyłają do „bramki”, a ta wyrusza na poszukiwanie  mitycznej „Pani Organizator”.

Pojawia się młody człowiek, który początkowo jest pełen dobrych chęci, a następnie zmienia front i twardo, już mniej miło obstaje przy płatnej szatni. Po wymianie „uprzejmości” temat zostaje załatwiony po myśli gości „balu”. Jednak już do końca szatnia działa „na wydrę”, tzn. jak się uda, to wydrę! (opłatę).

Czas  płynie, ludzie noszą sprzęty, liny odgradzające wiszą, powitalnej lampki wina nie ma, akcja toczy się w foyer, gdzie co i rusz  otwierane są ogromne drzwi wejściowe (a na dworze mróz i lodowata wichura), więc  temperatura  w środku też nie za wysoka.

W tym „malowniczym” rozgardiaszu, na ogromnym ekranie wyświetlane są wspaniałe sceny balów ze słynnych filmów! Oznacza to, że organizatorzy mieli możność zobaczenia jak wygląda BAL i teoretycznie, powinni umieć prawidłowo użyć to tajemnicze słowo.

Po 40 min. siedzenia / stania / chodzenia w zimnym foyer  podjęta  zostaje desperacka próba wdarcia się na pierwsze piętro. Tam dwóch bardzo miłych (znowu!) i kulturalnych młodych ludzi wyprasza zdesperowanych balowiczów na dół informując, że:  „jeszcze TYLKO z pół godzinki”.

Godz. 21.50. Zimne foyer. Rozmowa z ważnym panem z Baru. Bardzo się dziwi i nie chce uwierzyć, że nie można jeszcze wejść na górę, wychodzi zza lady, stwierdza: „Oooo!” i idzie ....... szukać  mitycznej „Pani Organizator”.  Po kilku minutach pojawia się ale bez chęci jakiegokolwiek wyjaśnienia, a zagadnięty o to jak długo jeszcze organizatorzy przewidują trzymanie gości  w lodówce, stwierdza: „tak czasami musi być”. Miłe!!

Wreszcie - liny zdjęte, górny parkiet otwarty! Spragnieni tańców i szampańskiej zabawy – udajemy się do wspaniałego foyer przed sceną główną im. Józefa Szajny.

Muzyka inna niż na dole. Ponieważ tu, podobnie jak na dole BRAK wodzireja / moderatora / prowadzącego / gospodarza / kogokolwiek pełniącego tę najważniejszą na BALU funkcję, jedna para zaczyna tańczyć próbując rozruszać imprezę. Daremnie.

Do godz. 24:00 nic się nie zmienia.

    Na dziś wystarczy!


Podsumowanie:


    Najbardziej wstrząsające są wpisy na FB po tym tzw. „balu”. Właściwie wszyscy „polubili”, a komentarze też są w stylu „super impreza”. I tu chyba tkwi rozwiązanie zagadki, wynikające z pomieszania pojęć i nieznajomości języka polskiego! Tak! To była zwykła impreza. „Komercha” jakich setki i tysiące odbywają się w każdej remizie, czy klubokawiarni. Należy głęboko współczuć młodym ludziom, że takie  „imprezy” uważają za BALE!!! Otóż NIE! To nie był BAL! I to pomimo tego, że WSZYSTKIE dziewczyny i panie wystroiły się jak na BAL przystało! Nawet większość panów też zastosowała się do wymogów i wystąpiła w strojach wieczorowych!

    Jednak „REAL” zdecydowanie przerósł INTERNETOWYCH organizatorów. Tylko co w tym towarzystwie robił bardzo „realny” Absolut?!

    Jeżeli w przyszłości organizatorzy będą chcieli urządzić BAL, to tak jak sugeruje tytuł tej recenzji: należy jeszcze sporo douczyć się lub popytać profesjonalistów. Choćby z Teatru Studio. Bo tu bywały BALE!!

 PS:

Teatr STUDIO nie ponosi tu ŻADNEJ winy! Teatr wyłącznie wynajął powierzchnię organizatorom, choć na przyszłość tego typu imprezkę może lepiej zrobić w jakimś mniej reprezentacyjnym miejscu.


TEKST: Krzysztof Stopczyk

FOTO: http://cloudmine.pl/


Kategoria: Aktualności | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:
bal maskowy Cloudmine Teatr Studio



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--