Duża doza indywidualizmu

 

Jestem maksymalistką, więc chciałam mieć wszystko tak, jak ja to widzę. Rozmowa z Joanną Bylicką.

 

Najpierw było malarstwo - twój pierwszy kierunek na ASP. Jeszcze po studiach był to ważny element twojej działalności. Obecnie skupiasz się już głównie na projektowaniu. Kiedy i dlaczego odeszłaś od malarstwa w kierunku designu?

 

Joanna Bylicka: Wszystko wyszło równolegle. Ceramiką zaczęłam zajmować się w trakcie studiów  i strasznie mnie to wciągnęło. W zasadzie dość naturalnie zmieniały się proporcje w układzie moich zajęć – coraz więcej lepiłam coraz mniej malowałam. Zafascynowała mnie i do tej pory fascynuje możliwość stworzenia gotowego przedmiotu, tak po prostu. Malarstwo było dla mnie światem idei traktowałam i traktuje je bardzo poważnie. Ceramikę czy późniejsze projekty mebli zawsze były dla mnie zabawą, odskocznią. Krok po kroku przeniosłam się  jednak w rejony design i tu na razie pozostaje.. .

 

Twoje prace były ostatnio wystawiane w galerii Kolonia Artystyczna, która w swoich założeniach odwołuje się do początków wzornictwa przemysłowego. Uważasz, że design jest sztuką?

 

Wywodzę się jeszcze z takiego trochę romantycznego podejścia do sztuki. Na ASP uczyli nas, że sztuka, przynajmniej u podstaw, nie powinna mieć komercyjnych założeń. Nie mówiono Nam jak i gdzie sprzedawać nasze prace. W zasadzie w ogóle nie poruszano takich tematów. Może dlatego ze przez długie lata taki rynek po prostu nie istniał i artystą było się dla zasady. Odczuwało się to potem w spotkaniach z twórcami z zagranicy, którzy zawsze mieli bardziej rynkowe podejście. Nie wiem czy to dobrze, czy źle.

Design to dla mnie sztuka użytkowa, która u podstaw ma wpisaną praktyczność i przez to bardziej komercyjne przeznaczenie. Z malarstwem tworzą dwa odległe bieguny. Wzornictwo wymaga innego rodzaju myślenia, zupełnie innej pracy.

 

W twoich projektach widać dużą różnorodność. W dorobku masz takie minimalistyczne formy jak komoda Futuro i bardziej wybujałe jak seria Astralony. Czy kierujesz się w tym względzie jakąś strategią? Czy bliższy jest Ci minimalizm, czy właśnie taka dekoracyjność?

 

Kolekcja astralonów, którą zapoczątkowała konsola była taką moją ironiczną próbą dialogu z tradycyjnymi "ludwikami ". Później wyewoluowała ona w bardziej kosmiczne twory, które mnie strasznie zachwyciły i powstają do dziś. Moje etniczne fascynacje owocują też taką ozdobnością w różnych projektach, ale ogólnie wydaje mi się, że jest to proces ciągły. Zazwyczaj po jakiś szalenie dekoracyjnych projektach mam ochotę na cos prostszego. Ale nie kieruję się żadnymi założeniami w tym - to się po prostu samo projektuje (śmiech). Ulegam różnym inspiracjom, nastrojom i wizjom - raczej nieprzewidywalnym. To trochę tak jak z ubraniem - dzisiaj mam ochotę na falbanki, a jutro na kratkę.


Śledzisz trendy?


Nigdy nie miałam takiego zwyczaju. W erze Facebooka, siłą rzeczy obserwuję, co jest modne, ale robię to bardziej na zasadzie ciekawości, pasji. W ramach zakupu asortymentu do Chillout Studio zdarza mi się jeździć na targi lub przeglądać, co tam nowego się pojawiło. Patrzę na to jednak głównie przez pryzmat tego, co mnie się indywidualnie podoba, a nie trendów

 

Masz w takim razie jakieś autorytety i inspiracje w świecie designu?

 

O rany… To jak z malarstwem - gdy mnie ktoś pyta o inspiracje, nie mam gotowych odpowiedzi. Podoba mi się bardzo strategia Hayona. Jego sposób działania, jego indywidualność. Lubię także projekty Toma Dixona oraz Patrycji Urquioli… i wielu innych tylko teraz mam jakąś pustkę…

 
Są oni jakąś bezpośrednią inspiracją dla Ciebie, czy raczej mogłabyś mieć w domu coś z ich kolekcji?


Po prostu mi się podobają staram się nie inspirować bezpośrednio, tak naprawdę wszystko może być inspiracją. W dzisiejszym świecie Panuje pewien globalny sposób myślenia. Pomysły udzielają się wszystkim, a potem każdy na swój sposób przetwarza różne inspiracje, bo cały czas coś widzimy i wchłaniamy. Jeżeli ktoś coś zaplótł, to tysiąc osób zaczyna myśleć, jak coś zapleść. Jest to zupełnie podświadome. Nagle wszyscy zaczynają zajmować się pleceniem. To nie ma nic z plagiatu. Jest to taka idea, która rozkwita i zaczyna inspirować wielu.

 

To jest chyba jeden z efektów rozwoju mediów społecznościowych, które umożliwiają wymianę pomysłów na tak wielką skalę - w zasadzie ponad jakimikolwiek granicami.

 

Kiedyś ktoś coś robił i mógł nie wiedzieć, że druga osoba na świecie pracuje nad czymś podobnym. Teraz łatwiej jest wychwycić podobieństwa i powiedzieć: „O nie! Już ktoś to robi!”. Trudno uniknąć takich sytuacji. Z drugiej strony chodzi właśnie o to, że każdy to robi na swój sposób. Nawet tę samą myśl można różnie przetworzyć i przekazać po swojemu. Odcisnąć na niej swoje indywidualne piętno, co nie wyklucza tych samych inspiracji.

 

Czy w takim świecie kategorie, takie jak polski czy duński design, mają jeszcze sens?

 

Mają. Bo jest pewna specyfika estetyki w różnych strefach geograficznych. Ostatnio byłam na targach w Kopenhadze i rzeczywiście jest tam nieco inaczej. W sensie otaczającej rzeczywistości. Wszystko umiarkowane, wysmakowane, zachowawcze - inna stylistyka. Mam wrażenie, że u nas jest bardziej azjatycko. Pełno u Nas napisów, tablic tabliczek, ogłoszeń, a wszystko w innym kolorze i stylu. W Danii w ogóle nie ma przydrożnych reklam jest czysta przestrzeń, co pozwala zwrócić uwagę na architekturę. U nas każda pani Grażynka, czy Basia w swoim sklepiku doda coś od siebie. Już nie oceniając efektu, widać, że jest taka potrzeba, że każdy chce dodać coś swojego od siebie i po swojemu. Ja to akurat rozumiem - taka natura. W Danii jest to wszystko bardziej zdyscyplinowane, widać to także w projektach, a przede wszystkim w kolorystyce. Południowa, ciepła, bardzo kolorowa, nasycona - tam właściwie nie wstępuje. Wszystko jest raczej stonowane. Oglądając duńskie projekty odczuwa się że pochodzą z tej strefy geograficznej, coś w tym jest. Chociaż są też oczywiście takie indywidualności, które w ogóle wymykają jakimkolwiek kategoriom.

 

A jak oceniasz obecnie polski design? Użyłaś określenia „azjatycki”.


To raczej w kontekście miejsca. Otaczająca nas dekoracyjność powoduje, że jesteśmy w strefie gustów, którą ja bym określiła jako bardziej azjatycką. Natomiast w sferze najnowszych trendów i projektów to jak najbardziej do przodu ! Powstaje mnóstwo świetnych projektów i mamy wielu zdolnych projektantów. No i nasz rodzimy design zdaje się być co raz bardziej zdyscyplinowany, może zmierzamy w kierunku północy? Ja jednak na razie zostaję w nieumiarkowanej strefie.

 

Wspomniałaś już o Chillout Studio – sklepie, który stworzyłaś z mamą, po to by sprzedawać własne projekty. Podobno, gdy zaczęłaś zajmować się projektowaniem sztuki użytkowej w wymiarze bardziej komercyjnym, to nie miałaś gdzie tego umieścić.

 

Dziesięć czy jedenaście lat temu nie było takich miejsc. Dopiero coś się u nas zaczynało dziać w tym kierunku. A ja jestem maksymalistką, więc chciałam mieć wszystko tak, jak ja to widzę. Tak, jak ja chcę. Dlatego próbowałam wszystko stworzyć w mojej konwencji.

Trudno mi powiedzieć, jak bardzo ten rynek zmienił się teraz. Nadal nie chodzę po mieście i nie szukam. Moje projekty są mimo wszystko inne niż trendy obowiązujące na ten moment. I jeśli chodzi o meble, to nie są to rzeczy tanie, do tego bardziej dla koneserów. Wiele z nich to pracochłonne realizacje, które nie są łatwe do sprzedania. Musi się znaleźć ktoś, kto się tym naprawdę zafascynuje. Zatem nie wiem, czy nadal znalazłabym takie miejsce, które byłoby idealne do wystawienia moich rzeczy

 

Czy widzisz w ogóle większe zainteresowanie designem w Polsce?

 

Tak, zdecydowanie. Dużo się o tym mówi, pisze, więcej się ukazuje rzeczy w mediach. Są czasopisma, magazyny, portale, blogi. To świadczy o tym, że jest to temat interesujący wszystkich. Takie rzeczy oczywiście raczej nie napędzają mocno rynku. Bardzo pomagają, ale to nie jest super efekt, jakiś boom. Z drugiej strony ostatnio był taki kryzysowy okres. Trochę trudniej się wszystko sprzedawało i widać było, że ludzie starają się oszczędzać i kupują rzeczy najtańsze. Także w Chillout Studio,

 

To jeszcze pytanie na koniec: pracujesz obecnie nad czymś?

 

Ja cały czas pracuję. Nie rozłączam się - jak nie w pracowni, to przy komputerze. A jak nie, to przynajmniej coś sobie szkicuję.

 

Z Joanna Bylicką rozmawiała Justyna Walczak

 

 


 


Kategoria: Wywiady | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:
design Joanna Bylicka Warszawa



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--