Rozmowa z Agatą Trzebuchowską, odtwórczynią roli tytułowej w filmie"Ida" Pawła Pawlikowskiego. 


Jak to się stało, że zajęłaś się działalnością artystyczną? Studiujesz na MISHu (Międzyobszarowe Indywidualne Studia Humanistyczne – przyp. red.) i studia artystyczne zdają się znajdować poza obszarem Twoich zainteresowań…

 

Jako dziecko interesowałam się teatrem. Chodziłam nawet na jakieś zajęcia aktorskie. Potem w liceum zaangażowałam się w działalność Studia Teatralnego i odkryłam, że bardziej niż aktorstwo ciekawi mnie reżyseria. Nie było tam jednak przestrzeni, żebym mogła się rozwijać w tym kierunku i ostatecznie zrezygnowałam. Temat powrócił na studiach. Nawiązałam współpracę z Grupą Artystyczną "Teraz Poliż" w charakterze deibutującej reżyserki, równolegle znajomi wciągnęli mnie do współpracy przy projekcie filmowym w ramach konkursu „48 hours film project Warsaw”.

Nie mogę Cię o to nie zapytać: rzeczywiście znalazłaś się w obsadzie „Idy” po tym jak Małgorzata Szumowska wypatrzyła Cię w pubie i przesłała Twoje zdjęcie Pawłowi Pawlikowskiemu?

 

Tak, wszystko wydarzyło się w mokotowskiej kawiarni, w której bywam. Jak się okazało Szumowska  też. Któregoś dnia dowiedziałam się, że zostawiła u baristy swojego maila z prośbą o kontakt. Napisałam do niej. Okazało się, że chodzi o nowy film Pawła Pawlikowskiego, w którym wciąż brakowało odtwórczyni głownej roli. Pojechałam do Łodzi, gdzie miałam spotkać się z produkcją. Chwilę porozmawialiśmy, nagraliśmy jedną scenę. Wszystko trwało jakieś dwadzieścia minut i było szalenie zabawne. Nie był typowy casting, nie miałam zatem nawet partnera do dialogu, tekst czytał  operator kamery.

Wróciłam do Warszawy i  zapomniałam o całej sytuacji. Po dłuższym czasie spotkałam się w końcu z reżyserem. Długo rozmawialiśmy, aż w pewnym momencie Paweł wziął kamerę i zaczął mnie kręcić. Chciał żebym się na niego wkurzyła. Szybko przywoływałam sobie  kolejne sytuacje, które ostatnio wywołały we mnie złość, zaczęłam krzyczeć i w końcu  mocno  go odepchnęłam… (śmiech). Później było głupio. Kolejnym etapem były już zdjęcia próbne z Agatą Kuleszą, Haliną Skoczyńską, Dawidem Ogrodnikiem i kilkoma dziewczynami, które były kandydatkami na siostry zakonne. Tego samego dnia zaproponowali mi rolę. Wszystko brzmiało zupełnie nierealne. Nie wahałam się ani przez chwilę, ale aż do rozpoczęcia zdjęć, nie mogłam w to wszystko do końca uwierzyć.

 

 

 

Otrzymałaś później jakaś informację zwrotną od Szumowskiej, na zasadzie „wow, ale wypatrzyłam”?

 

Mam z nią oczywiście kontakt; przyjaźni się z Pawłem, poza tym jest też teraz moją sąsiadką. Nigdy nie odbyłyśmy bezpośredniej rozmowy na ten temat. Wiem, że „Ida” to zupełnie nie  jej klimat, ale bardzo ceni ten film. 

 

A nie miałaś jakichś obaw w związku z samym Twoim udziałem w filmie, zważywszy, że nie masz żadnego doświadczenia?


Było już na to za późno. Weszłam w to bardzo intuicyjnie. Nie miałam większych zahamowań, bo ufałam Pawłowi. Czułam, że wie, co robi, angażując w projekt całkowitą amatorkę. Ta myśl dodawała mi odwagi i pozwoliła chłonąć niezwykłość tej sytuacji.

Kiedy jechałam do Łodzi nagrać tę krótką scenę...

 

Co to była dokładnie za scena?

 

Nie ma jej w filmie. To była rozmowa z saksofonistą, nie pamiętam jej do końca. W każdym razie dobrze mi się mówiło ten tekst, dosyć naturalnie. Miałam też jeszcze wykonać klika prostych czynności i absolutnie nic mi nie wyszło. Miałam usiąść, wstać, przynieść jakiś przedmiot, coś z nim zrobić, znowu usiąść. I kiedy wstawałam spódnica zaczepiła mi się o krzesło, przedmiot wypadł z ręki… (śmiech). Nie jestem najlepsza w ruchowych czynnościach.

 

To bardzo dobrze zagrało w tej scenie, kiedy Ida pierwszy raz w życiu zakłada buty na obcasach.

 

Oczywiście trochę wtedy przesadzałam, choć nie za wiele. Sama nie noszę takich butów, wręcz nie potrafię w nich chodzić, więc nietrudno było mi wejść w klimat.

 

To była trudna postać do zagrania?

 

To jest bardzo enigmatyczna postać. Przez to trudna. Mało emocji, mało gestów. W momencie, w którym dowiaduje się, że jest Żydówką, nie ma pojęcia, jak zareagować. Ida pozbawiona jest wachlarza emocjonalnego, nie ma wypracowanych pewnych reakcji, czy typów zachowań. Trudno powiedzieć, kim jest Ida, jaki ma temperament i czego można się po niej spodziewać w różnych sytuacjach. Dla mnie to było wyzwanie. Szczególnie przerażało na papierze. Zanim zaczęliśmy zdjęcia, bardzo dużo czasu poświęciliśmy analizie scenariusza. Ciągle coś zmienialiśmy, ponownie czytaliśmy i tak w kółko. Ta postać do końca była dla mnie szalenie nieuchwytna i zagadkowa. Przypominała papierek lakmusowy. W końcu polubiłam tę nieoczywistą ,,specyfikę” Idy - dawała w końcu wiele możliwości, w każdej relacji i w każdej nowej sytuacji mogła być inna.

 

A jak układała się Twoja współpraca z Agatą Kuleszą? Miałaś tremę?


Nie, nie miałam. Myślę, że wynikało to z dość zaskakującego, także dla mnie samej, podejście do tej całej sprawy. Przypuszczam, że, paradoksalnie, gdybym była osobą po szkole aktorskiej i udział w filmie traktowałabym jak cudowny  debiut, skala tego wydarzenia by mnie sparaliżowała. Ale dla mnie była to wspaniała i dość absurdalna przygoda, przez co nie czułam oniesmielenia.  A Agata była absolutnie cudowna i bardzo mi pomogła. Od razu złapałyśmy dobry kontakt i poczułyśmy się wzajemnie. W trakcie nagrywania scen Agata silnie mnie bodźcowała, wywołując we mnie odpowiednie emocje. Cały czas mocno koncetrowałyśmy się na naszej relacji. I to dobrze zapracowało.

 

Na ekranie jest między wami rzeczywiście taka pozytywna chemia. Trochę relacja typu „Flip i Flap w podróży”  – uroczo niedobrana para, co widać zwłaszcza w samochodzie.

 

Tak tak.

 

Nawiązując jeszcze do scen z innymi członkami obsady: jest w „Idzie” także scena erotyczna z Twoim udziałem. Jak sobie z nią poradziłaś?

 

Oczywiście było to trudne, chociaż warunki i tak były możliwie jak najlepsze. W pomieszczeniu, w którym kręciliśmy scenę nie było wtedy właściwie nikogo poza szwenkierem. Reżyser operator siedzieli w pokoju z podglądem, a pozostała część ekipy opuściła plan. Intymność jednak zawsze jest trudna. Mimo, że znałam pomysł Pawła na tę scenę, wiedziałam, że wszystko w niej będzie opowiedziane bardzo subtelnie, to sama sytuacja zbliżenia i wytworzenia tej aury intymności wymagają od ciebie bardzo wiele.

 

Udało Ci się dojść do takiej perfekcji aktorskiej, że byłaś Idą? Czy raczej byłaś Agatą, grająca Idę?

 

Zdecydowanie byłam Agata grającą Idę. Ta postać jest mi bardzo daleka. Chciałam ją zrozumieć, jakoś się do niej przybliżyć, ale ani przez chwilę nie łudziłam się, że nastąpi cudowne utożsamienie i stanę się zakonnicą z sześćdziesiątego drugiego, o żydowskich korzeniach. Kiedy jakaś scena sprawiała mi szczególną trudność i nie mogłam znaleźć punktów styczych z bohaterką, stosowałam taką strategię: dokładnie analizowałam emocje i przebieg myśli Idy, jednocześnie szukając w sobie takich wspomnień czy wyobrażeń, które  z zupełnie innych przyczyn wywołałyby we mnie podobne reakcje.

 

Były takie sceny, albo doszłaś kiedyś do takiego etapu w trakcie zdjęć, że ci nie wychodziło, że była totalna klapa, i powiedziałaś „mam tego serdecznie dosyć. Jadę do domu, koniec”?

 

Była jedna scena, przy której naprawdę pękłam. Z Jerzym Trelą. Szalenie emocjonalna, bardzo dużo się w niej dzieje. Ida przysłuchując się rozmowie, orientuje się, że stoi naprzeciwko człowieka, który zabił jej rodziców i oczywiście nic nie mówi. To było potwornie  trudne. Do tego Trela pojawił się wtedy pierwszy raz na planie. Nie znałam go zupełnie, on chyba też nie wiedział, że nie jestem aktorką. Chciał szybko nagrać scenę i wracać do Warszawy. Coś mnie wtedy sparaliżowało, poczułam, że nie dam rady, tego zagrać. Musieliśmy na chwilę przerwać, uspokoiłam się i po chwili nagraliśmy scenę. Pawłowi się podobało… ale  scena w tym kształcie nie weszła w końcu do filmu (śmiech).

 

Jak długo kręciliście?

 

Około trzydziestu ośmiu, czterdziestu dni zdjęciowych. W każdym razie prawie zawsze mieliśmy nadgodziny, bo średnio kręciliśmy dwadzieścia dubli każdego ujęcia. Plus staraliśmy się pracować chronologicznie.

 

Nie kręciliście lokacjami? Przerzucaliście się?

 

Przerzucaliśmy się często. Oczywiście nie tak w stu procentach, ale Pawłowi zależało, żebyśmy jak najwięcej kręcili chronologicznie. Jestem mu za to bardzo wdzięczna. Produkcja jednak nie miała lekko, musiała się trochę nagimnastykować. I jeszcze ten wartburg, którym jeździłyśmy, co chwilę się psuł (śmiech). 

 

Jak Paweł Pawlikowski prowadzi aktora? Dużo interweniuje w trakcie zdjęć czy raczej decyzje aktorskie i reżyserskie zapadają już na etapie prób?

 

Istotne wydaje mi się to, że Paweł jest dokumentalistą. Myśli o sobie jako o dokumentaliście. A z drugiej strony jest bardzo rozbuchany estetycznie,  operuje obrazami. Myślę, że widać to w tym filmie. Tu nie ma żadnych przypadkowych gestów. Jak coś nie grało rytmicznie, czy wizualnie, bo np. kura uciekła w złą stronę, musieliśmy wszystko powtarzać. Stąd tak olbrzymia ilość dubli. Wszystko musiało być idealnie. Jego ingerencja polegała głównie na instruowaniu, gdzie kto ma się znajdować,  w którym momencie ruszyć, podnieść rękę, kiedy się zatrzymać. Przed każdą sceną podchodził do nas, przegadywaliśmy tekst, czasami tylko zasugerował, aby coś powiedzieć w taki a nie inny sposób, ale nigdy nie był zasadniczny. Wprost przeciwnie, pozostawiał nam dużą swobodę. Wszystko w scenariuszu było umowne, więc i my byliśmy elastyczni. Jeżeli nie czułam jakiegoś dialogu, czy reakcja wydawała mi się nieadekwatna, wspólnie to zmienialiśmy. Bardzo ufał naszym sugestiom pewnie także ze względu na brak swobody językowej. Początkowo polski sprawiał mu pewne trudności. Cały scenariusz napisał po angielsku, a dopiero później tłumaczył go na polski. Niektóre sfomułowania były potwornie dziwne i niezgrabne (śmiech).

 

Miałaś jakiś taki dysonans poznawczy, między swoimi wyobrażeniami o tym jak się robi film, a tym jak to wyglądało?


Chyba nie. Trochę się bałam „środowiskówki”. Mam sporo znajomych, którzy siedzą w temacie i anegdoty przywoływane z planów często mnie mierziły. U nas tego zupełnie nie było. Fakt, mieliśmy bardzo wyjątkową ekipę, przede wszystkim z tego względu, że sam Paweł jest bardzo wyjątkowy
i zupełnie nie środowiskowy. To jego pierwszy film kręcony w Polsce, wszystko było dla niego nowe. Zaskoczyła mnie też wielkość ekipy. „Ida” to bardzo kameralne kino,  mała produkcja, a tu na planie spotykam sześćdziesiąt osób! Wszystko to było dla mnie interesujące.  Paweł ma dosyć niekonwencjonalny, jak na polskie warunki, tryb pracy. Wydaje mi się, że dla produkcji stanowił nie lada wyzwanie. On wszystko robi bardzo powoli. Bardzo. Średnio kręciliśmy dwie sceny dziennie. To bardzo mało. Do tego czasem powtarzaliśmy te same ujęcia w różnych sceneriach. Dla Agaty [Kuleszy – przyp. red.], która niejeden plan odwiedziła, to był prawdziwy szok. Ze zdumieniem mówiła: „Paweł, ale my już nagraliśmy  tę scenę”. „No tak, ale to było w samochodzie, a teraz chce sprawdzić jak to zagra w łazience”.

 

Ale miałaś poczucie, że jest jakaś wizja tego wszystkiego, że można mu zaufać i pozwolić na takie kombinacje? 

 

Ja mu bardzo ufałam. Kiedy obserwujesz go przy pracy, to nie masz wątpliwości, że on wie, co robi i jak wszystko powinno wyglądać. Po prostu potrzebuje więcej przestrzeni. Na pewno nie miałam  wrażenia, że przez jego niezdecydowanie panuje jakiś chaos. Czasem było to po prostu irytujące, ale czuliśmy też, że całkiem zasadne.

 

A masz teraz tak, że jak oglądasz filmy to patrzysz na nie inaczej niż wcześniej?

 

Trochę tak. Zwłaszcza przy kameralnych scenach. Niby udziela mi się aura intymności, ale jednocześnie myślę: „niesamowite, że tam stoi sześćdziesiąt osób!” (śmiech).

 

Jak ci się ogląda samą „Idę”? Jesteś w ogóle w stanie ją oglądać?

 

Jestem, ale mój odbiór jest silnie zróżnicowany. Na zmianę zapominam zupełnie, że to jestem ja i wtedy wchodzę w samą opowieść, a czasami mam tak, że koncentruje się na swojej obecności i wtedy ciągle coś analizuję, oceniam. Może za jakiś czas już zupełnie będę mogła zobaczyć ten film na chłodno, ale ten moment jeszcze nie nastąpił.

 

Jak rozumiesz końcówkę? Czy to jest zakończenie otwarte?

 

Dla mnie tak. Są pewne znaki które każą przypuszczać, że ona wraca do klasztoru, ale nie bez powodu sam klasztor nie zostaje pokazany. Myślę, że Ida  pierwszy raz wybiera swoją drogę, zaczyna sama o sobie stanowić. Jeśli wraca do klasztoru, to także wynik świadomej, autonomicznej decyzji.

 

Jesteś teraz celebrytką?

 

Absolutnie nie, ludzie rzadko kiedy mnie rozpoznają, co mnie osobiście bardzo cieszy.

 

Może trudno rozpoznać Cię w realnym życiu, bo w filmie przez większość czasu miałaś na sobie habit i kornet?

 

(śmiech) No właśnie.

 

Miałaś przeczucie, że to może być tak głośny film? Taki, który wygra Gdynię, Londyn…? Że odbije się dosyć dużym echem?

 

W trakcie zdjęć czułam oczywiście, że to, co robimy jest  ważne, ale nie zastanawiałam się wtedy, jaki będzie odbiór filmu. Zaskoczyły mnie reakcje publiczności na festiwalu w Kolorado. ,,Ida” została tam niezwykle dobrze przyjęta. Amerykanie czytali naszą historię jak uniwersalną przypowieść. To mi się bardzo podobało. Śmiali się też w zupelnie innych momentach niż Polacy. To było ciekawe. Nie sądziłam też, że w Gdyni nasz film zostanie jakkolwiek zauważony. W ogóle czułam, że to nie jest właściwy dla niego festiwal. Zaskakujące było, że jednak się udało.

 

Gdyby nagle okazało się, że ta rola jest niesamowitą przepustką, dzwoni do Ciebie kilka telefonów dziennie… Wchodzisz w to? Spływają w ogóle do Ciebie takie propozycje?

 

Dostałam parę propozycji, ale póki co odmawiam. Nie wykluczam zupełnie takiej opcji, żeby kiedykolwiek jeszcze zagrać, ale to na pewno nie jest ten moment, w którym chciałabym ponownie zaangażować się w coś tak dużego.

 

A teraz jak już masz doświadczenia i z teatrem  i z filmem, to nie odczuwasz rozdwojenia? Nie ciągnie Cię trochę tu, trochę tam? Czy jesteś jednak bardzo zorientowana na reżyserię teatralną, jako taką bardziej hobbystyczną działalność? A może byłabyś w stanie teraz powiedzieć: „ok, nakręcę film, mam pomysł”?

 

Totalnie tak. Robiłam przecież takie rzeczy właśnie od drugiej strony, np. ten konkurs „48 hours film project Warsaw”. Za pierwszym razem znalazłam się na planie przypadkiem, przez znajomych, ale za drugim pisałam już scenariusz i reżyserowałam. Chciałabym kiedyś tego spróbować.

 

Jak Cię tak słucham, to odnoszę wrażenie, że to doświadczenie teatralnie jakoś Ci pomogło w pracy z filmem.

 

Może tak, chociaż wydaje mi się że teatr jest dużo bardziej wymagający. Wszystko się dzieje tu i teraz, nie ma dubli. Cały nastrój budujesz za każdym razem na nowo.

 

Film spotkał się z niesamowicie pozytywnym odzewem, ale pojawiają się też głosy krytyki, chociażby  Agnieszki Graff w „Krytyce politycznej”. Jak się do nich odnosisz?


Ja tę krytykę zdecydowanie odrzucam. Uważam, że to jest film, który absolutnie może dzielić i czytałam ze dwie bardzo konstruktywne krytyki, natomiast tej całkowicie nie kupuję. Spojrzenie Graff jest szalenie autorytarne. Kładzie akcent na kwestie jej szczególnie bliskie i przez ich pryzmat każe czytać całą opowieść, która jest pewną złożoną całością. Tak nie można robić. Ten film nie mówi, jacy są, czy byli Polacy, a jacy  Żydzi. Tu nie ma żadnych statementów. Tu jest relacja między dwiema bohaterkami, antagonicznymi postaciami, między którymi rodzi się miłość i wzajemna fascynacja. Nie lubię upolityczniania sztuki, bo często jest dla niej bardzo krzywdzące. Słyszałam już, że ,,Ida” to film antykatolicki, antypolski, a teraz słyszę, że antysemicki.  Łatwo dostrzec tu absurd. Wydaje mi się, że te schematy myślowe, w które Polacy tak łatwo popadają, często są wynikiem koncentrowania i zafiksowania się na krzywdzie. A to potwornie smutne.

 

Na koniec powiedz nam nad czym teraz pracujesz.

 

Pracuję teraz nad spektaklem o Alicji Tysiąc. Pokazujemy jej historię w analogii do wędrówki Alicji w Krainie Czarów, w której ona  sama jest jedynie pionkiem i częścią większej układanki. Mówimy też o konflikcie różnych narracji, w którym każda z nich usiłuje wywalczyć sobie prawo do stworzenia jedynej ,,właściwej” opowieści o jednostce. 


Rozmawiali:

Monika Augustyniak

Anna Kraszewska (zdjęcia)

Marta Popławska

Piotr Rzepka

Sekcja Filmu Studenckiego Kulturoznawczego UW



 



Kategoria: Wywiady | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--