Dominik Jasiński to jeden z czołowych i najbardziej utalentowanych artystów młodego pokolenia.  To autor ponad 40 wystaw w Polsce i za granicą (w Portugalii, Irlandii Północnej). W ciągu ostatnich lat zachwycił środowisko artystyczne, autorytety, zdobył uznanie krytyków, a liczba wiernych fanów jego malarstwa stale się powiększa. Wśród nich są również osoby z pierwszych stron gazet.



Dominik Jasiński jest artystą, którego bogatej, wielopłaszczyznowej twórczości nie można zamknąć w ramy i opisać w kilku słowach. Poza malowaniem obrazów, artysta angażuje się w inicjatywy na rzecz promowania młodych polskich artystów i polskiej sztuki. Daje tym wyraz, jako kurator wystawy „Jasiński & Friends”, która będzie mieć niebawem już swoją drugą edycję. Jego obrazy wystawiane są na jednych z najbardziej liczących się aukcji charytatywnych, między innymi: aukcji magazynu „Forbes” i Fundacji Maestro. Artysta udziela się również na płaszczyźnie komercyjnej, współpracując i tworząc dla  firm modowych, ostatnio dla marki Reserved.


Dla samego Dominika najważniejsze jest malowanie obrazów, eksperymentowanie ze sposobem malowania, a przede wszystkim przełamywanie barier, podejmowanie ryzyka. W jego malarstwie widać odwagę, zaskakującą wyobraźnię i niepohamowane dążenie do ciągłego odkrywania. Dzięki temu jego twórczość jest tak intrygująca!


Na pytanie jak widzi siebie za 10 lat, odpowiada, że w przyszłości chciałby przede wszystkim promować polskich artystów w świecie. Pokazać innym, że mamy w naszym kraju prawdziwe talenty. Malowanie zaś pozostanie na zawsze jego pierwszą, niezastąpioną i niewyczerpaną pasją!


Wywiad z Dominikiem Jasińskim


Malarstwo czy grafika?


Zawsze grafika. Mimo, że obecnie więcej czasu poświęcam malarstwu, to grafika zawsze będzie mi bliższa. Zarówno ze względu na możliwości wyrazu artystycznego, jak i na wyzwanie, jakie stawia przed artystą operującym w czerni i bieli.

Jednocześnie każde z tych mediów (czy to farby olejne czy farba drukarska) ma swoje specyficzne właściwości. Malując otwieram okno do całego świata kolorów, mogę bez skrępowania ‘wyrzucić’ z siebie to, o czym w danej chwili myślę. Kiedy staję przed sztalugami to reszta świata nie ma dla mnie większego znaczenia, jestem ja i moja paleta, nawet jedzenie przestaje istnieć (a to moja druga po sztuce miłość).


Co skłoniło Pana do zainteresowania się sztuką i poświęcenia jej?


Wydaje mi się, że moje zainteresowanie sztuką było ze mną od zawsze. Od razu chciałbym zaprotestować – ja się sztuce nie poświęcam!!! Poświęcenie zakłada z góry jakieś kompromisy czy wyrzeczenia. Ja po prostu żyję tak, jak mam ochotę żyć, a robienie sztuki to dla mnie przyjemność. Krótko rzecz ujmując – jestem hedonistą, szczęściarzem, bo moja praca daje mi radość i poczucie spełnienia.


Jakie są Pańskie artystyczne inspiracje, mistrzowie?


Kiedyś inspirowało mnie malarstwo Salvadora Dali i Williama Blake’a, potem przeżyłem fascynację Tamarą de Lempicką, naturalistami czy twórczością prerafaelitów. Są jednak mistrzowie, którzy byli i nadal są dla mnie inspiracją i olbrzymią kopalnią pomysłów jak Egon Schiele, Stanisław Wyspiański czy Jacek Malczewski. Uwielbiam wiedeńską i czeską secesję, do której często sięgam. Z drugiej strony nie sposób nie wspomnieć o grafikach Durer’a, o mocnych plamach Gauguin’a oraz moim ukochanym Toulouse de Lautrec’u.

Poza tym inspiruje mnie wszystko to, co dookoła się dzieje, każdego dnia rodzi się w głowie nowy pomysł. Najtrudniej mi chyba dokonać wyboru co dalej…


Czym kieruje się Pan jako kurator przy wyborze młodych artystów, z którymi podejmuje Pan współpracę?


Do wystawy zaprosiliśmy zarówno młodych zdolnych, jak i starszych zdolnych więc wiek nie ma znaczenia.

Zażartowałem ostatnio, że wybieram obrazy, które bardzo mi się podobają i te, które bardzo mi się nie podobają. Im dłużej o tym myślę to wydaje mi się, że jest w tym ziarenko prawdy, chociaż może nie aż tak brutalnie ujęte. Głównym kryterium jest poziom artystyczny, jakość techniczna, pomysł. Nie lubię prac takich ‘po środku’, nijakich. I rzeczywiście na wystawie są prace, które chętnie powiesiłbym u siebie w domu jak i takie, których stylistyka jest mi bardzo obca.

Zastanawiając się kogo do wystawy zaprosić mam zawsze gdzieś z tyłu głowy myśl, żeby to nie było ‘kółko wzajemnej adoracji’, a zróżnicowana grupa twórców, ludzie mający coś do powiedzenia.


Na Pańskiej stronie, oprócz języka polskiego i angielskiego, istnieje możność wybrania portugalskiego. Co wiąże Pana z Portugalią? 


Portugalia to mój drugi (teraz już trzeci) dom. To miejsce (szczególnie Lizbona i jej zaspane, urokliwe okolice), gdzie czuję się jak u siebie, bezpiecznie i na luzie. Już sama kultura portugalska wyklucza pośpiech, celebruje życie. Portugalczycy potrafią zarówno dobrze się bawić jak i spokojnie odpocząć. Może trochę brakuje im czasami zapału do pracy i wiele rzeczy odkładają ‘na jutro’, ale zupełnie mi to nie przeszkadza.

Dla mnie to miejsce na ziemi, gdzie czas się zatrzymał i nikt za niczym nie goni. Wąskie i gwarne ulice Barrio Alto, leniwe popołudnia na Al Famie czy słoneczne plaże Cascais – to zawsze polecam znajomym.


Co uznaje Pan za swój dotychczasowy największy sukces artystyczny?


Pierwsze, co przychodzi mi na myśl to udział w projekcie Pana Andrzeja Pągowskiego i firmy Gedeon Richter. To był kalendarz na rok 2013 zatytułowany “Życie”. Pan Pągowski zaprosił do projektu 11 polskich artystów i mnie. To niesłychany zaszczyt i przywilej, pokazać się obok Świerzego czy Wasilewskiego.

Poza tym chyba wszystko jeszcze przede mną (czego proszę mi życzyć), kipi we mnie moc energii i duża chęć do pracy.

 

 

Pytała Marta Popławska

 

Czytaj też: Relacja z wystawy „Jasiński & Friends II”


Kategoria: Wywiady | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:
Dominki Jasiński



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--