„Violeta poszła do nieba” – na ekranach kin

 „Violeta poszła do nieba” (Violeta se fue a los cielos)

Reżyseria: Andrés Wood

Scenariusz: Andrés Wood, Eliseo Altunaga, Rodrigo Bazaes, Guillermo Calderón

Obsada: Francisca Gavilán (Violeta Parra), Thomas Durand (Gilbert), Patricio Ossa i Jorge López (Angel), Stephania Barbagelata (Carmen Luisa), Roberto Farías (Luis Arce) I inni.

Kraj i rok produkcji: Chile, Argentyna, Brazylia 2011


„Violeta poszła do nieba” to zekranizowana biografia Violety Parry – chilijskiej kultowej, wszechstronnej artystki ludowej: pieśniarki, poetki, malarki, rzeźbiarki i twórczyni gobelinów. Film nie ukazuje wydarzeń z jej życia w sposób chronologiczny, ale koncentruje się na tych najważniejszych. Violeta była w połowie Indianką, pochodziła z biednej rodziny. Ojciec był nauczycielem, a wieczorami dorabiał jako muzyk. Oprócz pasji do muzyki miał też drugą - do hazardu. Nie stronił również od alkoholu. Po jego śmierci Violecie pozostała jedynie stara gitara. Dziewczynka od najmłodszych lat lubiła śpiewać. Szybko zaczęła występy muzyczno – wokalne, początkowo z innymi członkami rodziny, później solowe. Była artystką nietuzinkową, mocno stąpającą po ziemi, o dużym poczuciu własnej godności. Jej życie wypełniała twórczość muzyczna i plastyczna oraz miłość. W 1955 r. Violeta przyjęła zaproszenie do Polski na światowy festiwal studentów. W tym czasie doświadczyła wielkiej tragedii – śmierci swej malutkiej córeczki. Pozostała w Europie Wschodniej na jakiś czas. Po powrocie do Chile została z dziećmi sama. Dużo czasu poświęciła na podróże po kraju, podczas których spisywała melodie ludowe i uczyła się ich śpiewać. Z czasem postawiła wielki namiot, w którym zamieszkała i stworzyła żywe muzeum folkloru. Było to miejsce spotkań i wymiany zdań pomiędzy artystami ludowymi. „Twórczość to jest ptak bez planu lotu” – twierdziła. Violeta miała podobną naturę. Nie żyła według planu, targana emocjami, kochała bardzo swojego kochanka Gilberta i cierpiała. Cierpienie było ważnym i częstym tematem jej pieśni. Jej twórczość muzyczna dała początki nowemu nurtowi piosenki chilijskiej. Była też uznana artystką plastyczką – jej prace wystawione zostały w Luwrze. Był to jednak sukces, który nie przełożył się na osobiste szczęście i dostatek. W 1967 r. Violeta Parra popełniła samobójstwo. W tym kontekście tytuł filmu jest zastanawiający. Artystka nie była aniołem w życiu codziennym, być może w swojej muzyce.

Ta jest niewątpliwie mocną stroną filmu, podobnie jak zdjęcia ukazujące życie i zwyczaje chilijskiej wsi. Filmowa postać Violety nie wzbudza raczej sympatii, choć jej dramatyczna historia wywołuje u widza współczucie. Erotyczne sceny z jej udziałem nie są ani piękne, ani zmysłowe. Miłość do dużo młodszego kochanka staje się głównym tematem filmu, mimo, że w życiu bohaterki było wiele ważnych i barwnych wydarzeń. Te dały jedynie tło do wątku miłosnego.

W 2012 r. film był chilijskim kandydatem do Oscara w kategorii film obcojęzyczny.

Tekst: Ewa Balana

foto: materiały prasowe

 

 

 

 

 


 


Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--