Będziesz legendą człowieku

Piłka nożna. Polski sport narodowy rozpalający serca milionów Polaków, ale i Polek. Kiedy „grają nasi” zamiera cały kraj. I wszyscy jesteśmy jedną wielką drużyną narodową. A ponoć kibicujemy najlepiej na świecie.

Tylko do piłkarzy nie mamy ostatnio wielkiego szczęścia. Na każdym turnieju chłopcy grają jak nigdy i przegrywają jak zawsze. Wielkie nadzieje rozniecone przed zawodami płynnie przechodzą w wielkie rozczarowanie po pierwszym meczu fazy grupowej. Jedynej fazy w jakiej nasza drużyna gra. Potem są rozliczania z porażki trenerów, zawodników, PZPN. I tak w koło Macieju. Marcin Koszałka postanowił przyjrzeć się temu wszystkiemu od drugiej strony. Zajrzeć tam gdzie zwykłemu śmiertelnikowi nie jest dane zajrzeć. Podejrzeć piłkarzy i sztab szkoleniowy zanim chłopcy wybiegną na murawę. Film „Będziesz legendą człowieku”, który wejdzie na ekrany naszych kin 15 marca, miał odsłaniać kulisy Euro 2012 i pokazać turniej z perspektywy piłkarz, zwłaszcza dwóch: Damiena Perquisa zmagającego się z trudnościami adaptacji w polskiej kadrze i Marcina Wasilewskiego – dobrego ducha drużyny. I wyszło trochę tak, jak z naszym występem na Euro. Miał być finał, nie wyszliśmy nawet z grupy.

Największym problemem filmu Koszałki jest brak konkretnego tematu. Bo „Będziesz legendą…” jakby nie może się zdecydować, o czym chce dokładnie opowiadać. Raz przygląda się z bliska Perquisowi – jego relacjom rodzinnym, problemom z dogadaniem się z kolegami na boisku, sztabem szkoleniowym ale i własnym ojcem; próbuje pokazać dramat człowieka, który uwikłany w bardzo niejednoznaczną sytuację stara się pozostać sobą, jednocześnie spełniając sprzeczne oczekiwania różnych stron; raz skupia się na wygadanym, zastanawiającym się nad swoją przyszłością Wasilewskim (32 lata to w końcu ostatni dzwonek, żeby piłkarz zaczął myśleć nad tym, co będzie robił po zakończeniu kariery), to znowuż porównuje Grzegorza Lato - piłkarza z Grzegorzem Lato – prezesem PZPN albo pokazuje przebieg Euro z perspektywy reprezentacyjnych fizjoterapeutów. W konsekwencji wszystko rozmywa się (zwłaszcza w zupełnie niepotrzebnych animowanych przerywnikach), tracimy naszych piłkarzy z oczu, mimo że ciągle ich oglądamy. Zamiast spróbować zrozumieć ciążącą na nich presję, zobaczyć świat ich oczami, oglądamy bardzo niespójną i bardzo płytką rzeczywistość zbudowaną na kliszach. Wymykają im się jedynie nasi fizjoterapeuci i czasem widz zastanawia się, dlaczego to nie oni są głównym obiektem skupienia kamery. Świat widziany ich oczami jest rzeczywiście bardzo swoisty, niejednoznaczny, pełen humoru, ale i śmiertelnej powagi. Prawdziwy. Reszta przypomina pocztówkę. A szkoda, bo Koszałka miał niepowtarzalną szansę odkryć przed widzami świat, o którego istnieniu nawet nie wiedzieli. I tym razem nie można zaśpiewać „nic się nie stało”. Stało się. Miało wyjść jak nigdy, a wyszło jak zawsze…

Tekst: Piotr Rzepka

foto: materiały prasowe



Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--