Wiecznie żywy

Zombie – zwłoki błąkające się po świecie w poszukiwaniu świeżego mięsa, od początku swojego istnienia w popkulturze były wykorzystywane jako metafora, ogłupiałego społeczeństwa szukającego łatwej rozrywki. Konsumenci kultury stali się niewybredni, zupełnie jak powolne, rozkładające się kreatury. W dobie internetu gdy obieg kultury znacznie przyśpieszył zombie stały się szybkie.

Ostatnio narzędziem do konsumpcji mózgów stały się paranormalne romanse, w których spragnione miłości dziewczęta znajdują ją w ramionach szlachetnego potwora. Schemat „Pięknej i bestii” został przetworzony przez wielu aspirujących pisarzy, i Zmierzch, Beastly, czy Piękne Istoty trafiły do księgarń, a w końcu na ekrany kin. Trudno się dziwić, ze producenci sięgnęli  po powieść Issaca Marion, opowiadającą o miłości zombiaka i żywej dziewczyny. Na szczęście film Jonathana Levine’a Wiecznie żywy jest zjadliwą satyrą na panujące obecnie popkulturowe trendy, a jednocześnie można znaleźć w nim – nomen omen – życie.

 


Główny bohater – R, jest nieszczęśliwy. Nie dość, że jest skonfliktowanym wewnętrznie nastolatkiem, to jeszcze nie żyje.  Błąka się niemrawo po lotnisku, składuje różne znalezione bibeloty w opuszczonym samolocie, a czasami nawet prowadzi jednosłowne konwersacje ze swoim przyjacielem. Podczas wyprawy w poszukiwaniu żywego jedzenia spotyka miłość swojego życia - Julię.

Reżyser wspaniale przedstawia tutaj nietypowy romans, wykorzystując klasyczne formy niezależnej komedii. Sceny zapoznawania się Julii i R są najlepsze w filmie, wspomagane przez zabawny monolog wewnętrzny głównego bohatera. Sparodiowane są w nim wszystkie neurozy randkowe współczesnych nastolatków. Teresa Palmer i Nicolas Hoult to jedna z najbardziej dobranych par w kinie ostatnimi czasy. Hoult znalazł idealną minę dla swojego bohatera, którą wyraża komizm, tragizm i przerażenie naraz.  Doskonali są aktorzy drugoplanowi – Rob Corddry i Analeigh Tipton jako pomocni przyjaciele kochanków.

Film bezceremonialnie łamie wszystkie reguły filmów o zombie, jednocześnie składając hołd tego typu produkcjom.  Szkoda, że historia zawarta jest mało rozwinięta i ledwie starcza na półtorej godziny. Szkoda, ze nawiązania do Romea i Julii są tak niewielkie, wątek miłości niemożliwej mógł mieć w finale dużo bardziej emocjonujące rozwinięcie. Postać grana przez Johna Malkovicha wydaje się potężnie niedopracowana, a punkt kulminacyjny wydaje się przyspieszony i wymuszony. Mimo wyjątkowego potencjału, zabawnych dialogów i przemyślanej strony wizualnej, nie jest to Wysyp żywych trupów.

Mimo niedoskonałości film broni się jako satyra na współczesne związki nastolatków i urocza komedia romantyczna.  Oprócz sceny zjadania mózgu niewiele jest tutaj krwawych scen, także nie należy obawiać się rzeźni. 

 

Tekst: Marek Baranowski

foto: materiały prasowe


Kategoria: Recenzja filmu | Źródło:  Redakcja Kulturalnie.waw.pl | Cena:  darmowa
Kolportaż:  internet




comments powered by Disqus
Tagi dla tej recenzji:



redakcja / kontakt | reklama | linki | regulamin i polityka prywatności| korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies
--